Wpis miał powstać już przed weekendem, ale niestety nie udało się. Pufa nie miała swojej sesji zdjęciowej, a ja musiałam wynieść się z Zośką na weekend z mieszkania, bo mieliśmy małe odświeżanie kuchni. Na szczęście już jest wszystko zrobione, kuchnia wygląda pięknie, a ja w końcu mogłam zrobić zdjęcia pufy, którą zrobiłam dla mojego męża. Kolor pufy wybrał sobie Andrzej jako, że mamy meble i sofę w stonowanych kolorach to wymyślił, że dodatki będą kolorowe. Poduszki mamy zielone i pomarańczowe, tak więc kolor pufy również wybrał sobie w kolorze pomarańczowym, żeby nie było smutno. Pufa powstała ze sznurka bawełnianego 5mm ze sklepu Mila Druciarnia. Bardzo fajnie się nim szydełkowanie i na pewno nie jest to moja ostatnia pufa. Już mam do zrobienia dwie szare dla kolegi do nowego mieszkania. Czekam tylko na paczkę ze sznurkami i będę działać dalej. To jest moja pierwsza, ale jestem bardzo z niej dumna, bo wyszła jak dla mnie rewelacyjnie (nie będę skromna w tym przypadku, a co). Wypełniona jest pianką tapicerską (oznaczenie t35- jak wyczytałam na stronie, to jest typowa pianka do siedzisk i puf, taka która się nie odkształca) Pokrowiec pufy jest zdejmowany to też, gdy się wybrudzi można po prostu wyciągnąć worek z pianką tapicerską ze środka, a sam pokrowiec wyprać w pralce. Od dołu jest klapka, przez którą można wyciągnąć worek z pianką. Poniżej zdjęcia.
Długo mnie nie było...Ostatnie dni ciąży, przedwczesny poród, a teraz opieka nad małą kruszynką. Teraz Zośka ma już dwa miesiące i zdaża mi się miewać troszkę czasu na moje wytwory. Już pierwsze próby z maszyną do szycia przy dziecku wypadły pomyślnie. Zośka się nie boi :) Będę mogła coś działać. Tymczasem popełniłam cztery bransoletki makramowe. Są sznurki, koraliki, hematyty :) Jest kolorowo i wesoło na te ostatnie dni lata. Mam nadzieję, że będę coraz częściej tworzyć i częściej bywać na blogu, bo już zaczyna mi tego wszystkiego brakować. Póki co, to regularnie jestem na Instagramie, co możecie zobaczyć na pasku bocznym, gdzie również zapraszam :)
Z nudów ostatnimi czasy plotłam sobie sznureczki na spokojnie. Wczoraj zakończyłam jedną plecionkę. Wyszedł różowy sznurek z żółtymi jakby kropeczkami. Bardzo kojarzy mi się z truskawkami (chyba tęsknię już za latem), więc jest tak jak w tytule. Plecionka stanie się raczej bransoletką, więc zaraz będę musiała doczepić jej te różne zapinki, kółeczka, łańcuszki i co tam jeszcze trzeba. Potem zająć się jeszcze domem, mężem, może jakiś spacer zaliczę, zjem i wieczorem znowu zabawa ze sznureczkami. No chyba, że wybiorę coś innego. Opcji mam parę: modelina, gips, szycie lub koraliki, które od wczoraj są pięknie poukładane, bo mój mąż sprawił mi taki zestaw trzech pojemników (albo raczej walizek) z przegrodami na moje pierdoły. Te pojemniki to raczej do przechowywania gwoździ są, ale bardzo podobał mi się pomysł na schowanie moich rzeczy. Zawsze miałam problem z szybkim znalezieniem odpowiedniego koralika, sznurka itp, a teraz wszystko pięknie mam ułożone :) Dzięki Słońce :)